Bycie idealnym – czy można i czy warto?

Bycie idealnym – wielu ludzi dąży do perfekcji. W gruncie rzeczy to dobrze – chcemy być profesjonalistami w pewnych dziedzinach, ciągle podnosić poziom swoich umiejętności i wiedzy, zyskiwać nowe doświadczenia. Gorzej jednak, gdy ta potrzeba na bycie idealnym przenosi się na wszystkie aspekty życia, co zabiera spontaniczność, radość z tego, co się ma i dostrzeganie tylko tego, czego wciąż brakuje. Czy można być idealnym? I w sumie, czy warto?

Dzisiejszy post będzie bardzo ściśle powiązany z inżynierią materiałową. Czyli rozwój osobisty w inżynierii materiałowej – moje dwa koniki, a jeden na pewno (zgadnijcie, który to :)).

Idealna struktura kryształu

Metale mają strukturę krystaliczną. Matematycy, fizycy i inżynierowie od zarania dziejów tworzą sobie jakieś teorie, przybliżenia, założenia, bo tylko w ten sposób są w stanie coś opisać. W tym przypadku jest tak samo – żeby było prościej i dało się cokolwiek zrozumieć ze skomplikowanego świata natury, stworzono model idealnej struktury kryształu. Czyli wymyślili sobie taki wyimaginowany kryształ, gdzie w narożach znajdują się atomy metalu a dookoła których krąży sobie (w określonym zakresie i porządku oczywiście) gaz elektronowy. Schematycznie wygląda to mniej więcej tak:

bycie idealnym, idealna struktura kryształu

gdzie te czarne kropki wyznaczają atomy. Taka kostka może być skrzywiona -nie musi być sześcianem, tylko może mieć boki różnej długości i w ogóle, atomy mogą być także w środkach takiej kostki albo w środkach ścian – jedno jest ważne – taka bryła styka się w każdym kierunku z dokładnie takimi samymi bryłami (z góry, dołu, przodu, tyłu, prawej i lewej strony). To jest idealna struktura kryształu. I teoretycznie tak w wielkim powiększeniu (naprawdę wielkim – taka jedna kostka ma rozmiar ok. 0,0000000001 metra. Dla porównania – włos ludzki to jakieś 0,00005 metra) wygląda jakikolwiek metal.

Teoretycznie.

Rzeczywista struktura kryształu

No właśnie. Bo bardzo szybko zorientowano się, że w kryształach występują defekty. To znaczy, że na przykładach, w miejscach gdzie są kropki, powinny być atomy a ich nie ma. Albo że atomy są tam, gdzie być nie powinny. Albo, że zamiast atomów tylko jednego rodzaju, znajdują się atomy obce – i to też w różnych miejscach. I że, co więcej – kryształowi jest wtedy lepiej, niż jak jest idealny 🙂

Dlaczego?

Pisałam kiedyś, że wszystko w przyrodzie dąży do stanu równowagi i do stanu minimum energii. My mamy mniejszą energię, gdy leżymy, niż gdy siedzimy i na przykład stanie wymaga od nas większej energii niż siedzenie. Dlatego stanie nas bardziej męczy na dłuższą metę. I okazało się, że w krysztale stan najmniejszej energii występuje w chwili, gdy znajduje się w nim określona liczba defektów.

Jak to ma się do właściwości?

Okazuje się, że w przypadku właściwości bycie idealnym popłaca, ponieważ idealny kryształ charakteryzuje się nawet 1000-krotnie lepszymi właściwościami niż kryształ z defektami. Co z tego, jeśli nie można uzyskać kryształu idealnego? (Kryształ bez defektów wystąpiłby w temperaturze zera bezwzględnego, czyli temp. -273°C a tak niskiej temperatury nie da się uzyskać – żeby to zrobić trzeba dostarczyć nieskończonej energii, czego właśnie się nie da :)). Wykres poniżej wskazuje, że kryształy włoskowate (bardzo cienkie, bardzo małe i z jednym tylko defektem) cechują się niewiele gorszymi właściwościami od teoretycznych, maksymalnych. Jednak ich uzyskanie jest cholernie drogie i skomplikowane. Potem już – wraz ze wzrostem gęstości defektów właściwości spadają na łeb na szyję.

bycie idealnym, zależność gęstości defektów od właściwości

Zalety defektów

No bo właśnie – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po przekroczeniu określonego poziomu defektów, właściwości znowu rosną. Czyli defekty można wykorzystać „w służbie dobru” 🙂

Jak?

Defekty umożliwiają odkształcenie metali – materiał może do pewnego stopnia zmienić kształt i wymiar, ale nie pęka. Defekty umożliwiają dyfuzję – łączenie metali, nawęglanie, utlenianie, azotowanie – co poprawia znacznie właściwości powierzchniowe i nie tylko. Defekty umożliwiają przepływ prądu elektrycznego – mogą przenosić ładunki. I na przykład wiele kryształów nie miałoby kolorów – defekty różnie załamują światło, dlatego uzyskuje się piękne barwy niektórych minerałów.

bycie idealnym, ametyst

Bycie idealnym – czy można?

Myślę, że przez analogię do inżynierii materiałowej i idealnej struktury kryształu można powiedzieć, że idealnymi być nie możemy (jak ktoś Was kiedyś w złości zapyta, dlaczego nie może czegoś zrobić tak, tak i jeszcze inaczej, to odpowiedzcie, że termodynamika na to nie pozwala :)). Bycie idealnym wymaga dostarczenia ogromnej ilości energii – w przypadku rozwoju osobistego, tą energią może być czas poświęcony na dopracowywanie szczegółów, pieniądze wydane na szkolenia (a pieniądze trzeba było zarobić, tracąc energię), energia poświęcona na stres, kłótnie, przepychanki czy walkę z negatywnymi myślami i zniechęceniem.

Jak widać na wykresie zależności właściwości i gęstości defektów, te ostatnie nie zawsze są złe. Pewna ich liczba jest może i nawet pożądana i próba ich wyeliminowania nie zawsze przyniesie określone i oczekiwane przez nas rezultaty. Bo może na przykład poprawiając jedno, niszczymy coś innego? Że w pogoni za realizacją celów zawodowych i dążeniu do perfekcji w biznesie tracimy kontakt z przyjaciółmi i rodziną? Bo może mając artystyczny nieład na biurku czuliśmy się dobrze, bezpiecznie i swojsko, co wyzwalało w nas pokłady kreatywności i chęci do pracy a gdy wyrobimy w sobie nawyk sprzątania i organizowania tej części rzeczywistości, to okaże się, że takie środowisko nie sprzyja naszej twórczej pracy?

Bycie idealnym – złoty środek

Rozważania materiałowe i filozoficzne prowadzą do jednego wniosku – ponadczasowego. We wszystkim należy mieć umiar. Życie to balansowanie na krawędzi – oczekiwań własnych i innych, celów i marzeń nierzadko się wykluczających, wyborów między tym, co należałoby zrobić, tym, w co wierzymy, a tym, co się bardziej opłaca, lub co przynosi zyski innym. Nie jest to proste, bo kto powiedział, że będzie?

Czy to oznacza, że nie warto pracować nad własnym rozwojem? Oczywiście, że warto! Ale należy pamiętać, że kryształy włosowate, jako te o niesamowitych właściwościach, są też niesamowicie skomplikowane w wytworzeniu i przez to horrendalnie drogie. I mimo, że byłyby super w pewnym zastosowaniu, to i tak nikt ich nie użyje, bo to się nie opłaca. To tak jakbyście chcieli wkładać hamulce z samochodu wyścigowego do malucha. Teoretycznie można, ale po co? Dążmy do rozwoju, ale na miarę naszych potrzeb, nie ulegając jakimś wygórowanym i pustym ambicjom.

Nie zapominajmy też, że czasem to, co my postrzegamy za wady, dla innych stanowi nasze zalety i to, co sprawia, że jesteśmy wyjątkowi. To, co nadaje nam kolor – jak te defekty załamujące światło w kryształach. I bądźmy za to wdzięczni.

bycie idealnym, klejnot