Czy człowiekowi potrzebna jest wiara?

Czy człowiekowi potrzebna jest wiara? Czym jest wiara? Jakie są jej przedmioty?

Wiara jest czymś, co trudno zdefiniować swoimi słowami, niezależnie od tego, czego ona dotyczy. Niezmiennie jednak kontrowersyjnym tematem jest kwestia: wiara w Stwórcę wszystkiego, co jest – jako Boga, Allaha, Buddę, itp, lub wielu bogów czy wiara w Wielki Wybuch, jako niepowstrzymany efekt nagromadzenia materii w jednym miejscu? A może połączenie tego – nagromadzenie materii w jednym miejscu i czasie za wolą Boga? W co łatwiej Wam uwierzyć? I czy w ogóle potrzeba w coś wierzyć? Czy człowiekowi potrzebna jest wiara?

Jak napisałam we wstępie „wiara” jest czymś, co trudno zdefiniować. A skoro trudno zdefiniować to może warto udać się do źródła wiedzy o wszystkim – czyli ukochanej cioci wszystkich dzieci XX i XXI wieku – Wikipedii. Podążając za Wikipedią można powiedzieć, że – w ujęciu psychologicznym wiara jest uznawanie dużego prawdopodobieństwa, że dane twierdzenie jest prawdą w przypadku, gdy nie posiadamy wystarczającej wiedzy na dany temat (ciąg dalszy definicji tutaj). Z kolei w ujęciu religijnym wiara sprowadza się do różnie definiowanej postaci osobowej. W chrześcijaństwie wiara jest zdefiniowana jako „nacechowane pewnością oczekiwanie rzeczy spodziewanych, oczywisty przejaw rzeczy realnych, choć nie widzialnych” (Hebr. 11,1) (o tym, co jeszcze mówi Wikipedia na temat wiary religijnej, możecie doczytaj tutaj).

Dlaczego o tym mówię?

Czytałam książkę: „Travelling to Infinity. My life with Stephen” Jane Hawking i jak się już pewnie domyślacie, jest to książka napisana przez byłą żonę wybitnego kosmologa i astrofizyka Stephena Hawkinga. Książka skupia się głównie na praktycznej stronie życia Jane – wychowaniu dzieci, opiece nad niepełnosprawnym mężem, pełna jest też obserwacji i przemyśleń autorki dotyczących życia, moralności i etyki. Widać, że jest ona napisana przez kobietę z potężnym bagażem doświadczeń, ale podchodzącej już do pewnych kwestii z dystansem. Jeden cytat z tej książki zamieściłam już na fejsie – o spotkaniu Jane i jej męża Stephena (ateisty) z Janem Pawłem II. Link to tego cytatu macie tutaj.

Model Wszechświata

Jak być może pamiętacie ze szkoły początkowo sądzono, że ziemia jest płaska. Potem, że Ziemia jest okrągła a dookoła niej krążą planety – Ziemia znajduje się więc w centrum wszystkiego. Sądzono tak, czyli w to wierzono. Wierzono, bo ówczesna nauka opierała się w większości na przypuszczeniach i teoriach, brakowało narzędzi i technik pomiarowych oraz matematycznych operatorów i wzorów, które mogłyby to na 100% potwierdzić. Naukowcy mieli więc przekonania, które rozprzestrzeniali – oni wierzyli w coś i to coś podawali dalej.

Jestem wielką fanką muzyki Studia Accantus.

I zanim pomyślicie – Model Wszechświata, wiara w Boga a Ty mi tu się zwierzasz, czego lubisz słuchać , dodam, że nagrali oni jedną piosenkę – o tę:

W tej piosence Adrian Wiśniewski śpiewa:

„Nie wiesz dokąd prowadzi nas wiara. Dawniej wierzono, że świat płaski jest, dziś tylko wzbudza to śmiech”.

I co z tego? Czy wynika z tego, że wiara jest czymś ulotnym, czymś przemijającym, czymś, co kiedyś będzie wyśmiewane? Cóż, może i tak być.

Czy człowiekowi potrzebna jest wiara?

Tak, moim zdaniem jest potrzebna. I takie samo jest zdanie Jane. Albo na odwrót – wszak ona jest starsza i mądrzejsza ode mnie 🙂 Dlaczego? (Nie dlaczego jest mądrzejsza, choć wiem, że moglibyście o to zapytać :P). Dlaczego człowiekowi potrzebna jest wiara? Bo ona nas napędza i pozwala pokonywać bariery i przeszkody. Ale zwróćcie uwagę, że nie napisałam, wiara w CO lub w KOGO nas napędza. Po prostu człowiek jest tak skonstruowany (darujmy sobie obecnie dywagacje przez kogo i po co), że musi w coś wierzyć.

W swojej książce Jane pisała, że prowadzenie jakichkolwiek badań naukowych i dokonywania przełomów, jakich z pewnością dokonywał jej mąż wymaga wiary. Pytanie teraz tylko, co jest przedmiotem tej wiary. Stephen jako ateista wierzył w matematykę i fizykę, jako wyjaśnienie „wszystkiego”. Ale wierzył. Gdyby nie wierzył, że znajdzie tam wyjaśnienie na początek świata, na zasady zachowania tych czarnych dziur to tak naprawdę gówno by w tym swoim biurze zrobił. Nic by nie odkrył, bo nie miałby motywacji do poszukiwań. Bo ile można żyć i prowadzić badania w myśl zasady – „A teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu?”

My mamy przecież tak samo. Gdy robimy coś, co nas interesuje, coś, czego postępy są mierzalne i łatwo widoczne, coś, co nas w jakiś sposób rozwija i umacnia, wykonujemy to z ochotą i radością. Dlaczego? Bo WIERZYMY, że to ma sens. Wierzymy, że wysiłek się opłaci, że warto to robić, że warto przestrzegać pewnych zasad, aby coś zyskać. Warto nie jeść tego kebaba i wejść w mniejszy rozmiar ubrania, warto wałkować te 5 słówek dziennie z danego języka i swobodnie się porozumiewać za granicą i wreszcie warto przestrzegać przykazań i być życzliwym i otwartym na potrzeby innych ludzi, żeby osiągnąć zbawienie.

Czy człowiekowi potrzebna jest wiara w Boga?

A no właśnie. Do tej pory odpowiadałam na pytanie o to, czy człowiekowi potrzebna jest wiara, mówiąc o świeckiej wierze, bardziej utożsamianej z przekonaniami, motywacją, osiąganiem celów, ale i pewności siebie (o tej ostatniej pisałam już wcześniej tutaj) . A potem w ostatnim zdaniu poprzedniego akapitu napisałam, że według niektórych warto przestrzegać przykazań, czyli szeroko pojętych zasad moralnych i być życzliwym dla innych, żeby osiągnąć zbawienie. Osoby wierzące w Boga, są (a przynajmniej próbują być) oględnie i zbiorczo mówiąc „dobre”, ażeby swoim zachowaniem spodobać się Bogu i zasłużyć na życie wieczne. Ale czy trzeba być wierzącym, żeby być dobrym?

„Bóg nie umarł”

W filmie „Bóg nie umarł” temat ten jest szeroko poruszany (polecam ten film gorąco). Główny bohater stwierdza w swojej prezentacji coś takiego:

„Chrześcijan obowiązuje moralność. Istnieje dobro i zło a granica między nimi została ustalona przez Boga (…). Jeśli nie ma Boga to nie ma powodu zachowywać się moralnie, bo co to znaczy? Dla chrześcijan kłamstwo, oszustwo, kradzież czy ściąganie żeby dostać lepszy stopień jest zabronione. Ale jeśli Boga nie ma, cytując Dostojewskiego: „Jeśli Boga nie ma, wtedy wszystko jest dozwolone”. Ale i nie tylko dozwolone, ale i pozbawione sensu. Jeśli rację ma profesor Radisson, wtedy wszystko, cała nasza walka, nasze dyskusje, decyzje nie mają żadnego znaczenia. Nasze życie i nasza śmierć znaczą tyle samo co życie i nasza śmierć złotej rybki (…).

czy człowiekowi potrzebna jest wiara, "Jeśli Boga nie ma, wtedy wszystko jest dozwolone" Fiodor Dostojewski

Okej, zgadzam się – film jest tendencyjny, ale z drugiej strony jest w nim naprawdę wiele rozsądnych argumentów. No bo w sumie to jest dobre pytanie – dlaczego ateista, osoba nie wierząca w Boga miałaby postępować zgodnie z przykazaniami? W imię czego, skoro postępowanie niemoralne przynosi korzyści? Ściąganie na egzaminie daje wyższą ocenę, kradzież daje zysk materialny, itp. Bo prawo tak nakazuje, okej – to odnosi się do przykazań typu właśnie nie kradnij czy nie zabijaj. A co zresztą? I znowu można by stwierdzić – bo z jakichś powodów ta osoba uważa, że takie postępowanie ma sens i jest słuszne. Czyli ta osoba WIERZY w zasadność swojego zachowania, czyli coś (np. po katolicku nazywane sumienie) podpowiada tej osobie, gdzie leży granica między dobrym i złym.

Sumienie

Chociaż z tym sumieniem to też nie do końca tak prosto 🙂 W książce „Oprah Winfrey. The Real Story” można przeczytać taki zabawny cytat H. L. Menckena:

„Conscience is the inner voice which warns us that someone may be looking”.

George Mair: Oprah Winfrey. The real story. Aurum Press, USA 1994, str. 40.

Czyli w moim tłumaczeniu:

czy człowiekowi potrzebna jest wiara, "Sumienie jest wewnętrznym głosem, który ostrzega nas, że ktoś może na nas patrzeć" H. L. Mencken

Wielki Wybuch?

W kontekście stworzenia świata podobnie wszystko sprowadza się do wiary. Ludzie wierzący w Boga powiedzą, że wierzą w Boga Stworzyciela, Boga Twórcę, którego ingerencja pozwoliła na powstanie najpierw planet a potem życia na Ziemi. Z kolei ateiści powiedzą o Wielkim Wybuchu, jako początku, zebraniu materii o kosmicznej temperaturze, która w ułamku miejsca i czasu wybuchnęła aby wyzwolić nagromadzoną w niej energię. Ale jak wielu z tych ateistów powie, jak to dokładnie wyglądało? Albo nawet średnio dokładnie, z użyciem matematycznego i fizycznego słownictwa i nomenklatury?

Czy człowiekowi potrzebna jest wiara w matematykę?

Odnośnie tego Jane w „Travelling to infinity” pisze tak:

„The suggestion of the presence of Creator-God was an awkward obstacle for an atheistic scientist whose aim was to reduce the origins of the universe to a unified package of scientific laws, equations and symbols. To the ininitiated, these equations and symbols were far more difficult to cemprehend than the notion of God as the prime mover, the motivating force behing creation”.

Jane Hawking: Travelling to infinity. My life with Stephen. Alma Books, str. 138.

Co w moim tłumaczeniu zabrzmi następująco:

„Propozycja istnienia Boga-Stwórcy stanowiła krępującą przeszkodę dla naukowców-ateistów, którym celem było sprowadzenie początków Wszechświata do zunifikowanej paczki naukowych praw, równań i symboli. Dla osoby niewtajemniczonej, te równania i symbole były znacznie trudniejsze do zrozumienia niż wizja Boga jako pierwszego gracza, siły sprawczej stojącej za stworzeniem”.

I z tym też się zgadzam. Matematyka jest piękna i wiele wyjaśnia, ale nie wiem, jaki trzeba mieć łeb, żeby nią tak swobodnie operować jak Hawking i jemu podobni :).

Podsumowanie

Czego dowiodłam w tym artykule? Absolutnie nic  🙂 No bo co ja mogę? Ani nie jestem astrofizykiem, ani teologiem. Przedstawiłam jedynie swój pogląd, że moim zdaniem wiara jest nam potrzebna. A każda wiara, wymaga pracy, żeby się nie rozwiała. Wymaga utwierdzenia, podejmowania wyzwań i działań utwierdzających nas w naszych przekonaniach. Ktoś chodzący do kościoła, wykonujący pewne czynności i zobowiązania religijne w sposób rutynowy – bo tak wypada, bo zawsze w niedzielę trzeba pójść na godzinę do kościoła ładnie ubranym, bo to na Wielkanoc do spowiedzi trza pójść, bo to cośtam, pewnego dnia się obudzi z tego letargu i zastanowi – po co ja to w ogóle robię? W imię czego? Wiara, którą kiedyś miał, uleciała. Podobnie z innymi rzeczami, innej rangi – wstajesz codziennie rano, pijesz kawę, wychodzisz do pracy, nudzisz się albo wściekasz przez osiem godzin i wracasz. Gdzie ta kiedysiejsza wiara, że dzięki tej pracy się rozwijam, zarabiam pieniądze, które pomogą mi spełniać moje marzenia o podróżach czy podboju świata? Wiara zniknęła, bo daliśmy jej zniknąć.

Zadanie domowe

Dlatego drogi Czytelniku zadaję Ci zadanie domowe – zastanów się nad tym, w co wierzysz. Odnośnie jakiejkolwiek, świeckiej czy religijnej wiary. Na przykład odpowiedz sobie na pytanie, czym dla Ciebie jest życie? Darem, wyzwaniem, muzyką, nauką, drogą? Takie przekonanie nas napędza, dobrze jest więc je znać, bo znając je, możemy je zmieniać i modyfikować. Jeśli wierzysz, że życie jest walką, to będziesz całe życie walczyć i wszędzie dopatrywać się wrogów. Jeśli uważasz, że życie jest nowelą, to trzeba oglądać Klan, bo oni chyba wiedzą na ten temat więcej 😀

Czy wierzysz, że Twoja obecna praca przybliża Cię do szczęścia, samorealizacji, itp.? Jeśli nie, to po co ją wykonujesz? Czy oglądanie Youtube’a godzinami zbliża Cię do założenia tej własnej firmy? Może rzuć to w cholerę albo przynajmniej zacznij oglądać filmiki dotyczące biznesu i jakieś tutoriale? W co wierzysz? Jak mocno wierzysz? I może też dlaczego? Czy masz dowody potwierdzające zasadność swojego przedmiotu wiary? jeśli nie, to czy to Ci wystarcza? Czy Twoje przekonanie jest wystarczająco silne, żeby przenieść górę? jeśli nie, to gdzie leżą Twoje wątpliwości? Czego dotyczą?

Poszukaj odpowiedzi i zastanów się na spokojnie. Lekko nie będzie, ale kto powiedział, że będzie? Życie nie jest proste – to też element przekonania, w które łatwo nam uwierzyć, co nie? 🙂

I w ogóle, czy człowiekowi potrzebna jest wiara? Wierzysz w to?