Idiomy o muzyce, czyli idiomy polskie i angielskie cd. 2

Język angielski, podobnie jak inne języki obfituje w idiomy – istnieją zatem również idiomy o muzyce. A z racji tego, że muzyka otacza nas praktycznie wszędzie, myślę, że warto o nich wspomnieć, tym bardziej, że kilka z nich nie ma polskich odpowiedników.

Idiomy o muzyce

Muzyka jest wdzięcznym tematem do porównań. W języku polskim też występuje masa związków frazeologicznych, które nawiązują do muzyki, np. cisza jak makiem zasiał albo cisza przed burzą, ktoś może spuścić z tonu a ktoś inny będzie tańczył jak mu zagrasz. W języku angielskim też występują idiomy o muzyce – część jest podobna do naszych – wystarczy je przetłumaczyć, natomiast część jest kompletnie różna. I właśnie tymi różnicami się zajmę, zawsze wydają mi się one bardziej ciekawe. A oto dzisiejsze przykłady:

# blow your own trumpet

Tłumacząc dosłownie ten idiom znaczy – dmuchać w swoją trąbkę. I mogłoby się wydawać, że może chodzić o osobę samolubną, samowystarczalną, która nie pożycza cudzych trąbek, tylko grzecznie sobie dmucha we własną :). Okazuje się, że ten idiom oznacza przechwalanie się, popisywanie. Czyli najprawdopodobniej ktoś od kogo to się wzięło musiał pół miasta wkurzyć grając na trąbce – zabawne jak długo w pamięci ludzkości i języka angielskiego zapamiętano tę osobę, biorąc pod uwagę, że idiom ten był już zapisany w literaturze angielskiej w 1611 roku! Szkoda, że imienia tego jegomościa już nikt nie pamięta 🙂

idiomy o muzyce "to blow your own trumpet"

# fit as fiddle

Dosłowne znaczenie tego idiomu to sprawny jak skrzypce. A wzięło się to stąd, że skrzypce, podobnie jak inne instrumenty strunowe wymagają regularnego czyszczenia i zabiegów pielęgnacyjnych, żeby pozostać w dobrej kondycji. I po przeglądzie skrzypce są sprawne, są zdrowe, są w dobrym stanie. Idiom funkcjonuje już w języku angielskim od co najmniej 1616 roku. Określenie to przeniesiono następnie ze skrzypiec na ludzi, żeby podkreślić, że są oni zdrowi. No właśnie. My w języku polskim nie mówimy: sprawny jak skrzypce. Mówimy – zdrowy jak rybaOd kiedy? Pierwsza wzmianka na ten temat pojawiła się już w 1608 roku, czyli 8 lat wcześniej niż angielski odpowiednik. A dlaczego zdrowy akurat jak ryba? Bo albo widzimy ryby zdrowe i pływające, ale widzimy ryby martwe i pływające, ale do góry brzuchem. Czy widział ktoś kiedyś chorą rybę? Bo ja nie 🙂

# you can’t unring a bell

I znowu tłumacząc dosłownie brzmi tak: nie można oddzwonić dzwonka. Nie przypominam sobie żadnego idiomu polskiego, który by krótko oddał znaczenie tego akurat wyrażenia. Może, że nie ma odwrotu? Że czegoś nie cofniesz? Ale to w sumie nie są idiomy. Ten angielski mi się podoba. Oddaje dobrze znaczenie nieuchronności akcji: skoro raz naciśniesz dzwonek, np. do drzwi, to już jest zadzwonione. Teraz możesz już tylko uciec, jeśli nie chcesz stawić czoła temu komuś po drugiej stronie drzwi. Albo takie dziecięce: „Ja dzwonię, ty mówisz” :). Kto tak nie robił?

Chociaż w sumie, chyba mamy polski odpowiednik tego, ale bardzo współczesny – w sytuacji, gdy zgubimy się w internetach i oglądamy takie durnostwa, że aż głowa boli, to często można spotkać mem z obrazkiem: „co się zobaczyło, to się nie odzobaczy”. Czyli mamy to 🙂

#swan song

czyli łabędzi śpiew. Szczerze mówiąc nigdy nie słyszałam jeszcze, żeby Polak – niezależnie czy w literaturze czy w języku mówionym użył takiego wyrażenia. W każdym razie jest to metaforyczne stwierdzenie oznaczające jakiś finałowy gest, wysiłek albo przedstawienie dokonane tuż przed śmiercią albo emeryturą. Pochodzenie tego idiomu odnosi się do starożytnej wiary w to, że łabędzie śpiewają piękną pieśń na krótko przed śmiercią, podczas gdy pozostają nieme (a już na pewno pozbawione talentów muzycznych) w czasie swojego życia. Naukowcy poszukiwali długo takich odmian łabędzi, ale chyba nie znaleźli albo ja o nich nie znalazłam. Czyli te łabędzie zdobyły taką samą sławę jak ten trębacz z pierwszego idiomu: przeszły do historii, ale bezimiennie. W sumie to przykre trochę.

# face the music

Tutaj znowu będzie różnica w polskim i angielskim języku. Tłumacząc dosłownie ten idiom: stawić czoło muzyce, zwrócić się twarzą do muzyki. Chodzi o koncert i przestroga, żeby się tyłkiem do wykonawcy nie odwracać? Raczej nie 🙂 Chodzi o zaakceptowanie negatywnych konsekwencji własnych czynów. Pewnie już wiecie jaki będzie polski odpowiednik: „pić piwo, którego się nawarzyło„. Szczerze mówiąc, odnośnie polskiego idiomu łatwo sobie wyobrazić pochodzenie. Jakiś gostek nawarzył dużo niedobrego piwa, żona się wściekła i kazała mu samemu to ustrojstwo wypić. Ale angielski? Stawić czoła muzyce? Może jakiś grajek fałszował na targu? Ale po co stawiać mu czoła? Jakieś pomysły?

#for a song

Znaczenie tego idiomu to: „bardzo tanio”.  Szczerze nie widzę związku, może dlatego, że znam swoje możliwości wokalne. Ja za piosenkę nie dostanę nic tanio, ewentualnie kopa w tyłek, żebym się zamknęła 🙂 W przypadku tego idiomu udało mi się jednak odnaleźć pochodzenie. Otóż królowa brytyjska Elżbieta I podarowała Edmundowi Spenserowi (brytyjski poeta i humanista) posiadłość, za którą miał płacić 50 funtów za rok, bo tak bardzo podobała się jej jego twórczość. Czyli za działalność swoją Spenser dostał coś bardzo tanio. Ale to w sumie dalej nie piosenka, no ale niech będzie. Pewnie ktoś coś źle usłyszał i teraz powtarzamy nieścisłości z XVI wieku 🙂

#jam session

Kto nie słyszał piosenki Dżemu – Wehikuł czasu? Tam jest taki tekst właśnie: „jam session do rana, tam królował blues”. Od razu jak zobaczyłam ten idiom to mi się reszta dośpiewała. Zawsze jednak robiłam to bez głębszej refleksji, co to angielskie wyrażenie tak naprawdę oznacza. A oznacza granie muzyki, na różnych instrumentach, bardzo często improwizując w nieformalnych spotkaniach z przyjaciółmi. My z przyjaciółmi to sobie co najwyżej na różnych nerwach pograć, ale nie wiem czy można by to nazwać jam session 🙂

Idiomy o muzyce są ciekawe jak wszystkie inne 🙂 Wiem, że już o tym wspominałam w pierwszej części opowiastek o angielskich idiomach (tutaj link), ale naprawdę lubię się uczyć takich wyrażeń – pozwalają mi dowiedzieć się czegoś nie tylko o języku angielskim, ale też o języku polskim. A nie ma co ukrywać – od czasu liceum sami dobrowolnie raczej nie wertujemy wieczorami słowników języka polskiego, ortograficznego czy związków frazeologicznych, ot tak, dla zabawy. Czasem gramatykę angielską znamy lepiej niż polską. Taki paradoks.

Miłego dnia 🙂