Co można wyniuchać w biografii Margaret Thatcher? – cz.1.

Jedną z książek, którą niedawno czytałam była autobiografia Margaret Thatcher. Jest ona podzielona na dwie części –  obie czytałam w wersji anglojęzycznej: „The Downing Street years” („Lata na Downing Street”) i „The path to power” („Droga do władzy”). Razem prawie 2000 stron szczegółowych opisów spotkań, wydarzeń i przemyśleń Margaret Thatcher. Swoją drogą, jak to czytałam to doszłam do wniosku, że muszę zacząć pisać pamiętnik. Łatwiej mi będzie potem napisać autobiografię, gdy już będę tak sławna jak Margaret 😀

O Margaret Thatcher

Obie książki były dla mnie genialnym opisem siły charakteru Margaret Thatcher. Była to niezwykła kobieta, która sprawowała władzę w ciężkich czasach kryzysu gospodarczego w Wielkiej Brytanii. Wykazała się wtedy wielkim hartem ducha, odwagą, konsekwencją i zdecydowaniem. Te cechy pozwoliły jej na zdobycie miana „Żelaznej Damy” oraz na zapisanie się na zawsze na kartach historii. Jako polityk broniła praw człowieka, przypisuje się jej także przyczynienie się do obalenia komunizmu. Jako lider opozycji poprowadziła partię konserwatystów do zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w 1979 roku. Potem wybory wygrała jeszcze dwukrotnie – w 1983 i w 1987. Z ciekawostek odnośnie jej życiorysu mogę powiedzieć, że skończyła studia chemiczne na Oxfordzie (ja studiuję inżynierię materiałową, przypadek? Nie sądzę :)). Potem ukończyła także prawo i specjalizowała się w prawie podatkowym. Nie każdy też wie, że „Żelazna Dama” miała męża – Dennisa Thatchera (spędzili razem 52 lata) oraz że urodziła bliźniaki – Marka i Carol.

O książce i niuchaniu

Szczerze mówiąc, wiele słyszałam o Margaret Thatcher, ale dopiero czytając jej autobiografię zrozumiałam charakter, motywy i sposób postępowania autorki. Ostatnie rozdziały czytałam niemal z wzruszeniem, wiedząc i widząc wraz z nią, że jej przygoda w polityce nie zakończy się dobrze. Została jakby zdradzona w wyborach o przywództwo partii przez ludzi, którym ufała, z którymi miała nadzieję budować nowe lepsze jutro swojego kraju i pośrednio także całego świata.

Podziwiam Margaret za niezłomność charakteru i odwagę w sięganiu po swoje cele. Bardzo szanuję ludzi, którzy jak ona osiągnęli coś dzięki własnej pracy (jej rodzice prowadzili sklep wielobranżowy). Coś w rodzaju historii od pucybuta do milionera. I uwielbiam czytać biografie takich ludzi, są dla mnie naprawdę wielkimi autorytetami. Uważam więc, że warto sięgnąć po autobiografię Margaret i każdego do tego zachęcam (tak, istnieje także polska wersja, ale nie, nie jest to lektura lekka, łatwa i przyjemna :). W każdym razie w książce „wyniuchałam” wiele mądrych cytatów, które zwróciły moją uwagę i skłoniły mnie od zastanowienia. Mam zamiar się nimi z Wami podzielić. Dziś i w przyszłości 🙂

Mądry cytat 1

„There was always a period during an illness when the medicine was more unpleasant than the disease, but you should not stop taking the medicine”.

Margaret Thatcher - „Jest zawsze taki etap choroby, kiedy lek staje się bardziej nieprzyjemny od choroby, ale i tak nie powinieneś przestać brać lekarstwa”

Wydaje się kolejnym banalnym stwierdzeniem, z drugiej strony jednak uważam, że jest to świetna lekcja konsekwencji, uporu i dążenia do celu. Nieraz tak jest, że już się wydaje, że się udało, że zrealizowaliśmy plan, osiągnęliśmy to, na czym na zależało. Brakuje tylko tej „kropki nad i”, tego ostatecznego potwierdzenia (jak skok Kamila Stocha w ostatniej serii drugiej serii zawodów o mistrzostwo świata w skokach narciarskich w Lahti). A my zamiast ją postawić, rozluźniamy się i lekko odpuszczamy. Nie zdajemy sobie wtedy sprawy albo celowo ignorujemy fakt, że potem będzie jeszcze trudniej się zmobilizować na ten ostatni wysiłek. Dlatego lepiej zagryźć zęby, wypić tą ostatnią łyżkę gorzkiego syropu i zapomnieć o nim, niż odkładać to na potem.

Swoją drogą Brian Tracy, jeden z najwybitniejszych trenerów sukcesu w swojej książce: „Zjedz tę żabę” porównuje największe, najtrudniejsze zadanie do okropnej, obślizgłej, paskudnej żaby. Możemy odkładać jej zjedzenie, kombinować, ale w efekcie i tak o niej myślimy, i tak się na nas patrzy, więc na dobrą sprawę tylko przedłużamy sobie cierpienia. A jak zjemy ją od razu, z samego rana, przełkniemy, przepijemy, to od razu dzień jest przyjemniejszy, bo już nas druga taka paskuda nie spotka.