Mit 10 000 godzin, żeby się czegoś nauczyć

Mit 10 000 godzin – słyszeliście o nim? Podobno tyle właśnie trzeba, żeby się czegoś nauczyć i być ekspertem w danej dziedzinie. Ale czy to oznacza, że dokładnie takiego czasu faktycznie potrzebujemy, żeby opanować nową umiejętność?

10 000 godzin czy 20 godzin

Gdy ktoś usłyszy, że potrzeba 10 000 godzin, żeby się czegoś nauczyć, to najprawdopodobniej nawet nie zacznie. Przecież to grubych parę lat poświęconych na naukę jednej tylko umiejętności. I w sumie nieważne o czym teraz mówimy – gra na gitarze, nauka języka angielskiego, taniec.

No bo kurczę – ja na przykład chce się nauczyć grać na fortepianie. Ale zakładając, że znajdę maksymalnie pół godziny dziennie na naukę tej nowej umiejętności (i to pewnie nie zawsze) to zajmie mi to jakieś 54 lata. Czyli nigdy nie będę miała wystarczająco dużo wolnego czasu, żeby nauczyć się grać na fortepianie (spoko, właśnie założyłam, że nie dożyję osiemdziesiątki :))

Mit 10 000 godzin

Ale no właśnie – potrzebujemy 10 000 godzin, żeby być EKSPERTEM, PROFESJONALISTĄ w jakiejś dziedzinie. Jest to porównywalny poziom ze sportowcami-olimpijczykami czy mistrzami szachowymi. Z drugiej jednak strony, oni przecież przez te 10 000 godzin nie uczą się tej umiejętności – oni ją praktykują! Czyli pływak już umie pływać, on po prostu uczy się to robić lepiej, szybciej, dłużej. A ile potrzeba czasu, żeby nabyć nową umiejętność?

Podobno 20 godzin. Pierwsze dwadzieścia godzin jest decydujące. Wtedy robimy największe postępy, przyrost wiedzy czy umiejętności jest najbardziej widoczny. Po upływie tego czasu konieczny jest już znacznie większy wysiłek, aby zrobić faktyczną, namacalną i mierzalną poprawę naszych wyników.

mit 10 000 godzin

Co więcej, bardzo często po początkowej euforii i entuzjazmie związanym z nauką nowej rzeczy, pojawia się u nas zniechęcenie i jakby przesycenie nauką czy czasem poświęconym tej umiejętności. Skutkuje to brakiem widocznych postępów. Albo na odwrót – brak widocznych postępów sprawia, że po prostu nie chce nam się danej rzeczy rozwijać. Stąd załamanie na wykresiku powyżej.

Zasada Pareto

Mit 10 000 godzin i pogląd 20 godzin są również zgodne z zasadą Pareto. Według niej, 20% wysiłków, daje 80% rezultatów. Ten kawałek zasady Pareto opowiada właśnie o tych pierwszych 20 godzinach pracy, o tych najbardziej widocznych postępach. Ale potem proporcje się zmieniają. Wtedy już 80% wysiłków daje tylko 20% rezultatów, ale tych rezultatów odróżniających sportowca amatora od olimpijczyka. Ale jednak aż 80% wysiłków.

mit 10 000 godzin

I teraz tylko trzeba sobie zadać pytanie. Czy musisz być olimpijczykiem w tej dziedzinie?

  • Czy musisz operować angielskim na poziomie najwyższym i bezbłędnym, czy wystarczy Ci jak się dogadasz w sklepie?
  • Czy musisz umieć zagrać Rapsodię Węgierską na fortepianie, czy wystarczy jak będziesz umieć zagrać sto lat na urodzinach koleżanki?

Jeżeli w obu przypadkach wybrałeś to, co było po prawej stronie zdania, to powiem Ci, ze wystarczy 20 h na nabycie tej umiejętności. Ale trzeba do tego podejść rozsądnie 🙂

Przeszkody

Kiedy mit 10 000 godzin, wcale nie jest mitem?

Przeszkoda 1 – my

Największa barierą na drodze do naszego rozwoju i zdobycia nowych umiejętności jesteśmy my sami. Po pierwsze- zbyt wcześnie się poddajemy. Zbyt wcześnie odpuszczamy, sami siebie przekonując – „w sumie, to mi to wcale nie jest potrzebne, wcale mi na tym nie zależy” (czasem nawet mamy rację :)). Być może sami uświadomimy sobie, że te 20 czy 30 minut dziennie wolimy poświęcić na coś innego. Ale bardzo często odpuszczamy, ponieważ nie lubimy robić z siebie idiotów, nie lubimy się błaźnić, przyznawać do niewiedzy (ja tego zdecydowanie nie lubię i bardzo trudno jest mi się otworzyć na tyle, żeby pokazać, ups… Daria czegoś nie wie. Dlatego moi znajomi sobie zapisują, kiedy ja czegoś nie wiedziałam, albo nie miałam racji :D).

Czy to oznacza, że nie uczę się nowych rzeczy? Nie. To oznacza, że uczę ich się sama, w zaciszu własnego domu i wychodzę z tymi umiejętnościami, gdy już są na jako tako, akceptowalnym przeze mnie poziomie. Internet jest genialny pod tym względem – nieważne czego nie chcielibyście się nauczyć – na pewno znajdziecie masę tutoriali, instrukcji, filmików czy książek.

Czy to dobrze, że robię tak, jak robię? I tak, i nie. Czasami wiem, że z nauczycielem zrobiłabym większe postępy w danych dziedzinach. Ale na nauczyciela trzeba mieć czas, pieniądze i nauczyciela w miarę dostępnego. Czasem trudno spełnić te trzy warunki, ale zazwyczaj nie pozwalam, żeby stanęły mi na drodze do samorozwoju 🙂

Przeszkoda 2 – brak planu

Czy twierdzę, że w 20 godzin można nauczyć się języka? I znowu – i tak, i nie. Na pewno można się nauczyć podstaw. A tego nie da się zrobić bez planu. Najpierw musimy więc określić, co jest nam potrzebne i na tym się skupić, odrzucając resztę. No bo kurczę – wymaga się od Ciebie znajomości słownictwa związanego z silnikiem lotniczym, częściami samolotu czy sposobami obróbki cieplnej materiałów, to na co Ci w tym momencie znać nazwy części ciała człowieka? Skup się na tym najważniejszym dla Ciebie w danym momencie. Na resztę przyjdzie czas kiedy indziej. A my zaczynamy naukę danego języka (po raz któryś z rzędu) od nauki narodowości, części ciała i pytań, kim jesteś i skąd. Czy to jest Ci faktycznie w tym momencie aż tak bardzo potrzebne?

Mit 10 000 godzin – jak go zastąpić obietnicą 20 godzin?

  • Zastanów się, czego chcesz się nauczyć, czego konkretnie w danej chwili potrzebujesz.

Najlepiej od razu się zastanów, dlaczego chcesz się tego nauczyć, żebyś miał dobre powody i wysoki stopień motywacji (o pytaniach, jakie warto sobie zadać, przeczytacie tutaj).

  • Określ cel – nie mów, że chcesz opanować angielski na B2 w 20 godzin, bo to akurat mało realne. Ale np. celem mierzalnym i wykonalnym może być napisanie streszczenia artykułu z jakiegoś czasopisma, albo zagranie „sto lat” na urodzinach koleżanki.
  • Przygotuj kroku, które Cię zaprowadzą do tego celu – czyli np. przetłumaczenie tego artykułu ze słownikiem w ręku, potem wybranie najważniejszych rzeczy a w końcu przygotowanie tego streszczenia. W przypadku gry na fortepianie, to znalezienie tutoriala albo znalezienie nut, czytania nut do tego konkretnego utworu, nauka gry, zapamiętanie nut, itp.
  • Wybierz najważniejsze rzeczy – podstawowe słowa z danego języka, podstawowe akordy, sekwencje, itp. zależnie od tego, czego chcesz się nauczyć. Nie rozpraszaj się ucząc się innych słówek, niepotrzebnych w tym momencie albo nie próbuj uczyć się innych utworów czy skomplikowanych akordów – bądź jak koń z klapkami na oczach i ukierunkowaniem na cel

A potem – ćwicz!

  • Ćwicz – 20 godzin, to około miesiąc, ćwicząc codziennie po pół godziny, albo praktycznie cały weekend (w sumie to cały weekend, skreślcie to praktycznie :)). Ucz się nowych rzeczy z danego materiału i praktykuj to, co już umiesz. Ja osobiście jestem zwolennikiem pracy systematycznej, ale jednorazowo krótszej. Mózg ma wtedy czas, żeby to sobie poukładać, łatwiej jest dostrzec postępy i utrzymać koncentrację. Mi by było trudno poświęcić 10 godzin pod rząd na naukę angielskiego – tylko i wyłącznie. Nie utrzymałabym koncentracji przez tak długi okres. Wolałabym to sobie podzielić na parę dni (to jest zaleta planowania – na egzaminy też się zawsze uczyłam dłużej, bo przez tydzień, ale jednorazowo na dzień krócej. Dzięki temu miałam czas na systematyczne powtórki i dodawanie nowego materiału. Pozwala to na zapamiętanie czegoś na dłużej. Ale czasami trudno życie przewidzieć – jak nas coś przyciśnie, to i 20 godzin się siedzi pod rząd 🙂

Nie zniechęcaj się też, jeśli coś Ci nie wychodzi od razu, poświęć temu więcej uwagi albo zmień taktykę, kolejność czy wróć do tego, gdy będziesz bardziej wypoczęty, itp. Czasem wystarczy coś zostawić na chwilę i jakoś samo się potem układa (nie ma to jak merytoryczne rady – „jakoś to będzie” :))

Co potem?

Po przećwiczeniu co najmniej 20 godzin zastanów się, czy chcesz to robić i rozwijać nadal. Bardzo prawdopodobne jest, że dzięki robieniu czegoś codziennie, wpadniesz w nawyk robienia tego i będzie Ci to przynosiło satysfakcję – ja tak mam z językami.

W ogóle z językami to jest o tyle fajnie, że gdy umiesz 100 słów z nowego języka, to nauczenie się kolejnych 100 sprawia, że dwukrotnie zwiększa się Twoja baza słów, których możesz używać. A gdy znacie już 10 000 słów, to nauka 100 nowych ginie w morzu tamtych (no chyba, że to są nowe, ale kluczowe w danym momencie słowa).

Podsumowując – chcesz coś robić? To to rób 🙂 I rób to, co jest Ci potrzebne, w końcu:

mit 10 000 godzin2