Moje błędy w formułowaniu celów

Od dawna staram się pracować nad sobą i eliminować błędy w formułowaniu celów. Czy to znaczy, że już ich nie popełniam? Na pewno nie 🙂 Popełniłam ich całą masę i pewnie robię to nadal, bo to wcale nie jest takie proste jak się wydaje. Chodzi o to, żeby te błędy wyłapać i wyciągnąć z nich wnioski i o tym będzie ten dzisiejszy post.

Z racji tego, że najlepiej pracować na przykładach pozostanę w temacie postanowień noworocznych (jeśli nie czytałaś/eś pierwszej części polecam przeczytać najpierw artykuł: Postanowienia noworoczne – jak je zrobić, żeby było dobrze).

Moje błędy w formułowaniu celów

Pierwsze świadomie zapisywane postanowienia, których realizację faktycznie weryfikowałam zrobiłam na początku 2014 roku (do tej pory mam dokument w Wordzie). Była to lista 10 rzeczy, na których mi zależało. W Sylwestra tego samego roku sprawdziłam, co udało mi się zrealizować – zaliczyłam sobie 55% sukcesów. Wydawało mi się, że wyciągnęłam wnioski, więc na 2015 rok postanowień miałam już 11, rzekomo lepszych – zrealizowałam około 46%. Dlaczego mniej? Nie będę Was zadręczać wymówkami, każdy ma własne choć większość jest pewnie zdumiewająco podobna 🙂 Do tamtego czasu te postanowienia zapisywałam naprawdę źle, nie czytałam jeszcze literatury z rozwoju osobistego, nie wiedziałam jak robić to skutecznie, żeby osiągnąć dobre rezultaty. Przykład?

Na 2014 rok postanowiłam m.in.:

zacząć cieszyć się życiem, wyluzować się, rower te sprawy

Bardzo konkretnie, co nie? Co to znaczy cieszyć się życiem? Co to znaczy wyluzować? Co autor miał na myśli pisząc to? W całym tym punkcie tylko rower jest konkretny (mój piękny, śliczny i cudowny Szybki Blondyn :)).

Zasada SMART

A konkretność to właśnie jeden z podstawowych warunków skuteczności w osiąganiu celów. Tych składowych jest kilka, jednym z najbardziej popularnych systemów jest zasada SMART, według której każdy cel powinien być konkretny, osiągalny, określony w czasie, mierzalny i istotny.

Zasada SMART, błędy w formułowaniu celów

W świetle tej wiedzy moje błędy w formułowaniu celów są widoczne jak na dłoni. Bo czy mój cel był:

  • konkretny? NIE. Co to znaczy cieszyć się życiem? Co to znaczy konkretnie – wyluzować?
  • osiągalny? Pewnie tak. Co jest trudnego w cieszeniu się życiem i wrzuceniu na luz? Cóż, gdyby to było takie proste, to raczej nie znalazłoby się na liście moich postanowień :). Z racji tego, że nie skonkretyzowałam, co to tak naprawdę dla nie znaczy bardzo trudno mi to było osiągnąć.
  • określony w czasie? Raczej tak, bo to postanowienie na 2014 rok.
  • mierzalny? Stanowczo nie. W całym celu nie ma nic mierzalnego, poza rowerem, który jest jedyny i niepowtarzalny i skubaniec zawsze waży i mierzy tyle samo.
  • istotny? Na pewno. Realistyczny? Skoro nie był konkretny i mierzalny to realistyczny też raczej nie.

Efekt? Nie osiągnęłam tego celu – figuruje on na mojej liście do tej pory jako przekreślony na czerwono przypominacz moich początków w dziedzinie efektywnego życia 🙂 Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Błędy są po to, żeby się na nich uczyć.

Wnioski

Z racji tego, że potrzeba cieszenia się życiem i wyluzowania od setki planów, celów, marzeń i obowiązków była i jest dla mnie istotna to w rok 2016 wkroczyłam z nową wiedzą, nową (rzekomą) mądrością i przekonaniem, że te postanowienia będą lepsze niż były. Zapis z 2014 roku („zacząć cieszyć się życiem, wyluzować się, rower te sprawy”) rozbiłam na trzy:

  1. Co najmniej raz w miesiącu podróżuję (z klauzulą, że do sióstr i rodziny tej co zawsze się nie liczy)
  2. Wychodzę do ludzi (z dopiskiem – regularna i z zaangażowaniem przynależność do co najmniej jednego koła, stowarzyszenia, działalności studenckiej)
  3. Raz na kwartał wyjście do kina/teatru/na koncert.

Te postanowienia z 2016 roku zrealizowałam lepiej lub gorzej, ale na pewno bardziej niż to z 2014 roku 😀 Dlaczego?

  • bo zobaczyłam 11 nowych miejsc (z wyjątkiem grudnia – za szybko mi zleciał :)) – efekt 91,67% sukcesu.
  • wyszłam do ludzi – wstąpiłam do AIESEC (pozdrawiam wszystkich AIESECerów :)). To akurat nie potoczyło się tak jak oczekiwałam, ale poznałam świetnych ludzi i naprawdę wiele się nauczyłam – głównie o sobie, o swoich ograniczeniach, zaletach i wadach. Zaliczyłam sobie 50%.
  • raz na kwartał wydarzenie kulturalne – 75% sukcesu. Ale w ostatnim kwartale kupiłam już bilety na koncert Studia Accantus w styczniu, więc pewnie mogłabym to podciągnąć do góry 🙂

Więcej wniosków

Jak widać dużo lepiej, ale wciąż nie bezbłędnie. W 2017 roku na przykład chcę po prostu zobaczyć 12 nowych miejsc (rezygnując z tego zapisu, że „co miesiąc” – za bardzo mnie to ograniczało i czasem musiałam wymyślać coś pod presją, żeby zrealizować cel, co akurat z wyluzowaniem nie miało za wiele wspólnego :)).

O co więc chodzi w celach? Żeby się dało je zrealizować, trzeba wiedzieć, co tak naprawdę chce się zrealizować. Ostatnio zadałam Wam pytania o powody, dla których chcecie coś osiągnąć. Teraz macie konkretne przykłady i warunki bardziej efektywnego formułowania tych celów. Uczcie się na moich błędach, mam ich tyle, że z przyjemnością się podzielę 🙂

Dobre rady

Nie pisz więc: „zadbam o kondycję”, bo jak to zmierzysz? Jak się z tego rozliczysz? Ujmij to na przykład tak: „do wakacji dam radę przebiec 30 minut bez zatrzymywania”. Powiedzenie: „nauczę się angielskiego” też jest mało konkretne. Bo jak zweryfikujesz, że to już jest poziom, który chcesz mieć? Możesz określić liczbę nowych słów, których chcesz się nauczyć, albo wynik na egzaminie z tego języka, możliwości jest mnóstwo. Uwzględnijcie zasadę SMART a myślę, że w Waszym przypadku też powinno być lepiej niż było.

Pamiętajcie, że:

Niewyraźne cele przynoszą niewyraźne rezultaty.

(Jack Canfield)

I z tym przesłaniem Was zostawiam. Trzymam kciuki 🙂

PS. Nie róbcie tak jak ja dziesięciu czy jedenastu postanowień. Zróbcie jedno, ważne i długo odkładane. Byle nie od jutra. Zmobilizuj się dzisiaj, teraz. Bo Ci do tyłka nakopię (hm, czy to się kwalifikuje jako groźba karalna? Oby nie :D).

Powodzenia! 🙂