Nauka z podręcznika i układanie puzzli

Nauka z podręcznika i układanie puzzli – myślę, że nie ma osoby, która nie doświadczyłaby co najmniej jednej z tych rzeczy, a już na pewno zdecydowana większość robiła obie z nich. Co mają ze sobą wspólnego? Więcej, niż można by przypuszczać 🙂

Nauka z podręcznika

Z podręcznika uczymy się zazwyczaj na dwa sposoby – jeśli mówimy o podejściu szkolnym – to idziemy po kolei, od pierwszej strony, pierwszego rozdziału, pierwszego tomu. Potem jest podsumowanie i zapowiadamy sprawdzian. Wtedy musimy przystąpić na nauki, zaczynamy więc od początku – pierwsza strona, pierwszego rozdziału. Przychodzi powiedzmy matura, trzeba się uczyć a już na pewno co najmniej przypomnieć sobie cały materiał. Jak to robimy? Bierzemy pierwszą książkę z pierwszej klasy i jedziemy z koksem.

Na studiach to wygląda już trochę inaczej, zwłaszcza gdy zaczynamy szukać materiałów do pracy dyplomowej. Wtedy najczęściej bierzemy książkę, czytamy spis treści i odkładamy, bo okazuje się że nic tam nie ma. Czasem tylko przeklinamy pod nosem, że książki są takie durne, że nie działa na nich skrót klawiszowy „ctrl+F” (dla niewtajemniczonych – skrót pozwala wpisać frazę i sprawdzić czy znajduje się ona na danej stronie internetowej i nie tylko. Ułatwia to wyszukiwanie :)).

Teraz układanie puzzli

Musisz (lub chcesz) ułożyć puzzle złożone z tysiąca elementów. Myślę, że nie będzie mylnym założenie, że każdy układa puzzle w zbliżony sposób -najpierw otwieramy pudełko 🙂 Potem strategie są już różne. Realiści sprawdzają, jak duże są ułożone puzzle, żeby sprawdzić, czy zmieścimy się na stole, czy lepiej od razu na podłodze się z nimi rozwalić. Pesymista liczy, czy są wszystkie puzzle 🙂 Jeśli mamy dużo miejsca, to wywalamy wszystko z pudełka. Jeśli nam się chce, to odwracamy je kolorowym do góry.

Zazwyczaj każdy zaczyna układanie puzzli od ułożenia brzegów – najprościej je znaleźć i ich ułożenie pozwala nam mieć ogólne spojrzenie na rozmiar układanki i rozmieszczenie poszczególnych elementów. Potem zazwyczaj zaczynamy układać coś, co jest najbardziej charakterystyczne – budowla, drzewo, łódka – coś, co najbardziej się wyróżnia. Potem dokładamy inne, mniej charakterystyczne, ale wciąż łatwiejsze do skompletowania fragmenty. Na końcu układamy coś, do czego nie potrafiliśmy się zabrać wcześniej, elementy o małym kontraście i niezauważalnych praktycznie różnicach – np. jednostajnie niebieskie niebo bądź wodę. I ten etap jest długi i żmudny, ale jego ukończenie jest konieczne do ułożenia puzzli (łał, odkrywcze to bardzo, co napisałam :))

Brawo, ogarnęliśmy puzzle!

Nauka z podręcznika i układanie puzzli – gdzie te podobieństwa?

Czytanie podręcznika po raz pierwszy od pierwszej strony jest jak układanie puzzli z uporem maniaka poczynając od lewego dolnego roku i „iście” powiedzmy poziomymi paskami, element po elemencie. Wtedy znalezienie odpowiedniego puzzla może zająć naprawdę bardzo dużo czasu, zwłaszcza, gdy elementów jest wiele i tylko nieznacznie się od siebie różnią. W ten sposób tracimy czas na przewalanie setek puzzli, które w danej chwili są nam zupełnie niepotrzebne. Podobnie jest z podręcznikiem. Potrzebujesz konkretnej informacji – spójrz w spis treści, znajdź ten rozdział i do boju.

Analiza tekstu

Często jak nauczyciel zapowiada sprawdzian, to uczymy się po kolei. I po kolei też powtarzamy. Jak to się kończy? Pierwsze dwa-trzy tematy umiemy na blaszkę. Pozostałych 4 nie przeczytaliśmy nawet, bo nie mieliśmy czasu. To tak jakbyśmy ułożyli 3 rzędy z 25 rzędów układanki. Lepiej jest najpierw przelecieć wszystko – obejrzeć spis treści, przyjrzeć się podtytułom, podkreślonym fragmentom, tabelom, wykresom, obrazkom, podsumowaniom i wnioskom. To tak jak w puzzlach – na początku ignorujemy elementy nieba (w tekście długie strony ciągłego tekstu), bo i tak nic nam nie pomogą. Dopiero gdy mamy już obraz całości możemy przystąpić do uczenia się bardziej szczegółowo. Czasem może się bowiem okazać, że pewnych rzeczy wcale do szczęścia nie potrzebujemy – np. czasem wystarczy zapamiętać końcowy wzór, zamiast uczyć się jego skomplikowanego wyprowadzenia. Często też czytanie całego rozdziału mija się z celem – jest zbyt dużo przykładów, część jest nie na temat, jest sporo odniesień historycznych, które zapewne nie obowiązują na sprawdzianie. A my czytając to nudzimy się, tracimy koncentrację i zanim dojdziemy do spraw istotnych, to już nam się nie chce uczyć. No bo ile można? Czytam już 10 minut, zasługuję chyba na przerwę, co nie?

Problematyczne fragmenty

A co w momencie, gdy układam puzzle, potrzebuję jednego fragmentu i za cholerę nie mogę go znaleźć? Niby jest charakterystyczny, niby wiem, jaki powinien mieć kształt, ale żaden nie pasuje? Szukać, czy odpuścić? Myślę, że w przypadku uczenia się i układania puzzli warto odpuścić. Nie rozumiesz pewnego fragmentu tekstu? Opuść to na razie. Przejdź dalej, naucz się kolejnych fragmentów, nabierz jeszcze lepszego spojrzenia na całość. Gdy wrócisz do tego kłopotliwego puzzla, najczęściej okaże się już mniej problematyczny. Przy czym – mówimy o jednym puzzlu i jednym fragmencie. Bo jak nie rozumiesz połowy i przeskoczysz to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że reszta jest zależna od tego, czego nie rozumiesz. Co wtedy? Zrób przerwę, wróć ze świeżą głową, często jest tak, że wszystko jakoś samo się wtedy układa 🙂

Jakie kroki powinniśmy wykonywać w przypadku uczenia się z książki?

  • Najpierw ogólny przegląd – spis treści, przewertowanie ile tego jest i czy wszystko jest ważne. Dobrze też zrobić plan – dzisiaj chcę się nauczyć do tego miejsca i przeznaczam na to np. 2 godziny
  • Wertowanie – oglądamy rysunki, zdjęcia, wykresy, czytamy tabele, tytuły, podkreślenia
  • Uzupełniamy – czytamy wszystko i od razu podkreślamy lub zaznaczamy, to, co ważne, po co czytać potem nudne opisy, czy zarys historyczny, jak my musimy znać zasadę działania?
  • Notujemy – robimy mapy, schematy, rysunki, wypunktowujemy najważniejsze rzeczy i te notatki potem przeglądamy. Powtórka tego zajmie nam 10 minut, ponowne przeczytanie długiego rozdziału podręcznika z próbą odtwarzania, co będzie w następnym akapicie zajmuje nieraz i dwie godziny. A większości i tak nie potrzebujemy. Więc po co to robić?

Nie byłabym sobą, gdyby w tym momencie nie nastąpiła krytyka systemu nauczania. Bardzo często testy i sprawdziany nie są nastawione na sprawdzenie rozumienia zagadnienia przez ucznia, ale na sprawdzeniu, czego on nie umie. Często jest to wyciągnięcie najbardziej durnej i mało istotnej informacji, rzekomo w celu weryfikacji, czy uczeń np. na pewno przeczytał lekturę. Szczerze mówiąc w całej edukacji szkolnej nie przeczytałam dwóch lektur („Wesela” Wyspiańskiego i „Chłopów” Reymonta – obu z typowej uczniowskiej wymówki: „bo mnie nie było” :D. Dotychczas tego jeszcze nie nadrobiłam, ale kiedyś to zrobię :)). Wszystkie pozostałe lektury przeczytałam, ale kurczę, czy na serio da się po jednokrotnym przeczytaniu, albo nawet dwukrotnym zapamiętać nazwiska wszystkich mniej ważnych bohaterów? Wszystkie nazwy miejscowości, daty, kwiatki na parapecie? Czy naprawdę to są najistotniejsze informacje z lektury? Nie są. Dlatego drogi, potencjalny czytający to nauczycielu – zastanów się nad tym 🙂

nauka z podręcznika i układanie puzzli, puzzle na 2000

A takie puzzle na 2000 elementów ułożyłam kiedyś z siostrą i tatą. Ułożyłyśmy też zamek w Malborku na 3000 elementów, ale jakoś zdjęcia znaleźć nie mogę 🙂