Skuteczna prezentacja, czyli dlaczego lubię występować publicznie

Skuteczna prezentacja – co to w ogóle znaczy? Kiedy można uznać, że prezentacja, jaką wygłosiliśmy była dobra a kiedy zła? Co jest tajemnicą dobrej prezentacji? Dlaczego ja lubię występować publicznie?

Pytanie jest podchwytliwe, ponieważ nie znam na niego odpowiedzi 🙂 Nie wiem, dlaczego to lubię – myślę, że to po prostu trzeba mieć i dobrze się z tym czuć – UWAGA: wcale nie twierdzę w tym przypadku, że osoba, która nie lubi wystąpień publicznych, nie może wygłosić skutecznej prezentacji! Oczywiście, że może – uważam przecież, że wszystkiego można się nauczyć. Niektórym po prostu pewne rzeczy przychodzą łatwiej, niż innym inne.

Przykład?

Lubię występować publicznie, serio. Temat nie gra większej roli, bylebym miała wystarczająco dużo czasu, żeby zrozumieć o czym mówię. Nie lubię natomiast czytać publicznie. W sensie tekstu z kartki. Dużo swobodniej będę się czuć mówiąc parę słów od siebie (czy je przemyślałam wcześniej czy nie), niż wyjść i przeczytać coś z kartki. To głupie, ale jak mówię od siebie, to panuję nad głosem, oddechem, intonacją, a jak czytam to brakuje mi tchu, głos mi drży i czuję się niepewnie. Albo raczej – czuję się niepewnie, więc głos mi drży, itp. Może to dlatego, ze nie umiem czytać, nie wiem 😀

Ale wracając do tematu – skuteczna prezentacja. Jakie są najważniejsze jej składowe? Zaraz je wymienię, dodając jednocześnie, że jest to moja, subiektywna ocena a kolejność czynników jest przypadkowa 🙂 I odniosę się przykładami do tematu obrony pracy dyplomowej i prezentacji własnych badań, bo jest to temat ostatnio żywo mnie zajmujący 🙂

Uśmiech

Powiecie – no na bank Daria, ja tu padam ze stresu a ty mi o uśmiechu. Ale taka jest prawda. Jakieś tam badania wykazały kiedyś, że nawet sztuczny uśmiech pomaga nam zredukować część napięcia. To raz. A dwa – wchodzisz do sali, widzisz komisję czy publiczność i masz tylko kilka chwil na zrobienie pierwszego wrażenia. Zupełnie inaczej odbiera się osobę uśmiechniętą i emanującą (nawet udawaną) pewnością siebie, niż zestresowanego ponuraka. Komisja najprawdopodobniej też zareaguje uśmiechem (dobra i jedna osoba) i w ten sposób może uświadomisz sobie, że oni nie są Twoimi wrogami? I że im też zależy, żeby Ci się wszystko ładnie udało? Przecież nikt nie lubi patrzeć jak ludzie się błaźnią 😛

Dobra, głupi żart 🙂

Ale pamiętajcie – uśmiech potrafi wiele zdziałać – tylko nie szczerzcie się bez sensu – to ma być uśmiech, a nie zachęta do przeglądu dentystycznego 🙂

Kontakt wzrokowy

Skuteczna prezentacja bez kontaktu wzrokowego? Niemożliwe. Uśmiechasz się do komisji, więc mów do komisji! Patrz na nich – zalety tego są ogromne. Po pierwsze, widzisz, że to ludzie – w końcu pająk na widoku nie jest taki zły jak pająk, który się już schował i nie wiadomo skąd wyskoczy, co nie? Po drugie – trzeba mieć na uwadze, że komisja może być znudzona, w końcu jesteś którąś osobą z kolei i pewnie mówisz o czymś, o czym komisja wie, albo już słyszała, albo nie jest zainteresowana. I to ich może skłonić do rozmów, kręcenia się, itp. co może Cię rozpraszać. Jeśli będziesz mówić do nich, patrzeć się na nich, łapać kontakt wzrokowy, to najzwyczajniej w świecie będą się wstydzić rozmawiać między sobą (a przynajmniej tak powinno być :)).

pająk, skuteczna prezentacja

Przygotowanie

Może od tego powinnam zacząć? Trzeba mieć naprawdę doświadczenie i pewność siebie, żeby wygłosić dobre przemówienie bez przygotowania. W przypadku obrony (na mojej uczelni), mamy około 10 minut na zaprezentowanie wyników własnej pracy. Większość robi to w oparciu o prezentację w Powerpoincie. Są zarówno zwolennicy tej formy wystąpienia, jak i przeciwnicy. Ja uważam, że jeśli zrobi się prezentację dobrze, to bardzo wiele ona upraszcza. Co to znaczy dobrze? Święta zasada – nie za dużo tekstu na slajdach. Tam mają być rysunki, schematy, wykresy, ewentualnie daty, cytaty, nazwiska – kwestie, które trudno zapamiętać a są na tyle kluczowe, że nie wolno ich przekręcić. Warto mieć wskaźnik – daje swobodę, nie trzeba klikać cały czas w komputer albo wyświetlać wszystkiego za jednym razem.

Dobrze jest zastanowić się także nad strukturą – klasycznie wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Warto to sobie zaznaczyć – przywitać komisję, przedstawić siebie, temat pracy, na zakończenie podziękować za uwagę. W rozwinięciu też zrobić coś jak wstęp – podstawy teoretyczne tego, o czym mówisz, potem to, o czym mówisz, na końcu podsumowanie tego, co powiedziałeś (wnioski). Lepiej w tej kolejności 🙂

Przygotowanie obejmuje też trening – sprawdzenie jak wszystko działa, jak wygląda na większym ekranie, jak działają animacje, jeśli takowe wrzuciliście (oby bez przesady). To też sprawdzenie, jak się mieścicie w czasie. Moja pierwsza próba prezentacji dyplomowej zajęła 17 minut. Więc wyrzuciłam wyprowadzenie wzoru – zeszłam do 12 minut. Skróciłam znowu – 10:50. Teraz cholera już nie mam czego wyrzucić, ale będę musiała to jeszcze przemyśleć – wiem, że na obronie będę mówić wolniej, bo będę chciała komisji wszystko dokładnie wytłumaczyć 🙂

Mieszczenie się w limicie czasu jest oznaką szacunku do słuchaczy i osób występujących po Was – wszyscy wiemy jak się czujemy na nudnym i przedłużającym się kazaniu – nie róbmy tego innym 🙂

Kontrola i elastyczność

Odnośnie przygotowania czasowego – Ty się prezentujesz i Ty masz kontrolę nad wszystkim. Wychodzisz na środek i zaczyna się Twój czas, Twoja odpowiedzialność za wydarzenia. Może to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego lubię przemawiać publicznie? Bo to jest mój czas i mogę się dzielić tym, co wiem, tym co zrobiłam? Bo mam kontrolę nad wydarzeniami? Skoro występujesz, to faktycznie kontrola należy do Ciebie – musisz pilnować czasu, zagadnień technicznych – zmiany slajdów, ewentualnego pokazywania czegoś.

Nie możesz dać się zbić z tropu widząc, że na przykład komisja o czymś rozmawia między sobą. Może ktoś z nich pająka zobaczył? Reaguj na bieżąco. Może zażartuj? (To może być śliska kwestia – jeśli zdarza Ci się walić sucharami, to nie żartuj lepiej :)). Pamiętaj co i do kogo mówisz. Masz coś wymyślone, chcesz coś powiedzieć, ale widzisz, że nie wyrabiasz się w czasie? Przyspiesz, żebyś chociaż wnioski zdążył/a powiedzieć. Jak komisja czegoś nie zrozumiała, to zada o to pytanie, ciul z tym, niech oni się już o to martwią :).

Walka ze stresem

No właśnie – jak mam mieć kontrolę, skoro nie radzę sobie ze stresem? To jest trudne pytanie, bo nie ma uniwersalnej techniki radzenia sobie ze stresem. Wiem z doświadczenia, że u mnie idzie on w parze z przygotowaniem – gdy wiem, co chcę powiedzieć, co zrobiłam i co z tego wynikało, to czego się mam bać?

Zastanów się przed wystąpieniem – czego się boję? Że się zbłaźnię? Za mało konkretnie. Czego się boisz?

  • że nie zdążysz czegoś powiedzieć? To możesz jeszcze wypracować na etapie przygotowań – zastanów się, co jest najważniejsze i to powiedz, kosztem tych mniej istotnych rzeczy.
  • że czegoś zapomnisz? Umieść to na prezentacji! Możesz to zrobić normalnie słowami – tylko do odczytania, a możesz dać jakiś schemat, znaczek, który tylko Tobie przypomni o tym, co jest w tym momencie ważnego do powiedzenia
  • że komisja pomyśli, że jesteś debilem? Cóż, oni Cię znają już pięć lat, więc skoro jesteś debilem, to już to wiedzą 😀 (znowu durny żart – ja chyba nie będę żartować na obronie :P). Myślisz, że oni się nie denerwowali na własnej obronie, zanim zaczęli karierę naukową? Może do tej pory wolą nie być po Twojej stronie barykady? Komisja też składa się z ludzi! Wyluzuj 🙂
  • że popełnisz błąd? To jest możliwe – każdy popełnia błędy. Możesz się przejęzyczyć, może coś przekręcisz, może nagle ni z tego ni z owego wszystko wypadnie Ci z głowy. Zdarza się. Ważne wtedy nie stracić zimnej krwi. Jeśli się przejęzyczysz i komisja się zacznie śmiać to trudno – śmiej się razem z nimi (lepiej to, niż płakać – no chyba, że to jest Twoja strategia – wzięcie ich na litość. Cel uświęca środki). Jeśli coś Ci wypadnie z głowy, to weź głęboki oddech, odwróć się do komisji tyłkiem i podnieś to, co Ci z głowy wypadło 😀 A tak na serio, jeśli nie wiesz co mówić, to przejdź do następnego slajdu, na spokojnie kontynuuj – jeśli nie zrozumieli, to zapytają o to a wtedy już ze świeższym spojrzeniem powinieneś sobie przypomnieć to, co Ci z głowy wypadło 🙂

Nie nakręcaj się

Pracę pisałeś/aś przez dłuższy czas, badania robiłaś/eś jeszcze pewnie dłużej. Dlaczego miałabyś sobie nie poradzić? Twoja praca dotyczy pewnego wąskiego zakresu wiedzy, najprawdopodobniej bardzo wyspecjalizowanego. W związku z tym, najprawdopodobniej Ty wiesz więcej na ten temat niż komisja. A nawet jeśli tak nie jest, to co stoi na przeszkodzie, żeby im to wmówić? 🙂 Pamiętaj, że im pewniej wyglądasz, tym lepiej. To tak samo, jak jakieś zwierze spotyka na swojej drodze niedźwiedzia czy lwa – wtedy strona słabsza musi pokazać, że jest silna, większa niż w rzeczywistości. Musi przestraszyć potencjalnego atakującego, że nie warto. Zróbcie to samo 🙂 Idź jak zwycięzca i zachowuj się jak zwycięzca!

skuteczna prezentacja, kotek wygląda jak lew

Ewentualnie pamiętaj to powiedzenie: „5 minut wstydu, tytuł na całe życie” 🙂

Skuteczna prezentacja

Podsumowując – wszystko będzie dobrze 🙂 Moim zdaniem wszystko jest kwestią nastawienia. Jeśli wmówisz sobie, że jesteś beznadziejny w prezentacjach, to Twój mózg będzie Ci chciał pokazać, że masz rację i faktycznie będziesz beznadziejny w prezentacjach. Nie traktuj więc tego jak kary – większość z nas nie ma problemu przed opowiadaniem znajomym jakichś historii podczas spotkania towarzyskiego, a przecież to też jest pewien rodzaj wystąpienia publicznego! (powiedziała Daria, która nie lubi czytać publicznie :)). Podejdź do tego na spokojnie, skuteczna prezentacja ma na celu zaprezentowanie Twoich wyników, Twojego zdania, ale też Ciebie. I najprawdopodobniej nie uciekniesz od tego w swojej pracy zawodowej, więc trzeba się przyzwyczaić do tej formy. Każda kolejna prezentacja będzie łatwiejsza, w końcu człowiek uczy się na błędach, a wyciąganie z nich wniosków tylko pozwoli Wam wejść na wyższy poziom (więcej o tym tu).

A tu macie bonus – oto ja, w 2011 roku, kiedy na szkolnym przeglądzie talentów układałam kostki Rubika na czas. Jak wzięłam mikrofon, to mi się strasznie ręce trzęsły i myślałam – powodzenia Daria w tym układaniu. Ale potem zaczęłam opowiadać o kostkach, przyzwyczaiłam się do widowni i komisji i pozwoliło mi się ogarnąć – wtopę i tak strzeliłam przy tym opowiadaniu, ale wyszło śmiesznie także luz :). A trzy kostki pomieszane przez komisję ułożyłam w coś ponad minutę. Przy tym obrona to pryszcz 🙂