Strefa bezpieczeństwa i ptaki w klatce, czyli Margaret Thatcher, cz. 2

Każdy z nas jest niewolnikiem własnych przyzwyczajeń – w tym kontekście coachowie wprowadzają pojęcie: „strefa bezpieczeństwa”. Wciąż wierząc, że motywację do rozwoju osobistego można znaleźć wszędzie scharakteryzuję dziś kolejny cytat z książki „The Downing Street Years” Margaret Thatcher.

W swojej autobiografii autorka poświęciła cały rozdział na charakterystykę komunizmu, walkę z nim, opisuje swoje wizyty na Węgrzech, do Polski i do ZSRR. Podsumowując swoje rozważania pisze:

strefa bezpieczeństwa, Margaret Thatcher cytat ptaki w klatce

Nie chcę tutaj dyskutować na temat komunizmu, bo powiem szczerze, że niewiele o nim wiem. W szkole nigdy do tak zaawansowanej historii nowoczesnej nie doszliśmy – edukacja moja w zakresie historii kończyła się zazwyczaj lekko po II wojnie światowej, a sama jakoś nigdy tej wiedzy nie uzupełniłam (nadrobię :)).

Strefa bezpieczeństwa

Chciałam jednak podjąć temat tych ptaków w klatce. Cytat przypomina mi słowa wielu coachów i trenerów osobistych o „wyjściu ze swojej strefy bezpieczeństwa”, że „żeby coś osiągnąć, trzeba podjąć ryzyko, poczuć niepewność”. Z drugiej strony, cytat ten można też odczytać jako potwierdzenie tego, że człowiek jest niewolnikiem własnych przyzwyczajeń. Wszyscy żyjemy w klatce, czasem otwartej, czasem zamkniętej, czasem zdajemy sobie z tego sprawę, częściej nie, czasem wybraliśmy ją świadomie, czasem przez przypadek.

To nasuwa mi jeszcze cytat, pochodzący tym razem z filmu: „Bóg nie umarł”. W pewnym przebłysku świadomości, kobieta cierpiąca na demencję zwraca się do swojego bogatego i wyśmiewającego Boga i jej wiarę syna w następujący sposób:

„Czasem diabeł pozwala ludziom przeżyć beztrosko życie, bo nie chce, żeby zwrócili się do Boga. Twój grzech jest jak cela więzienna, z tym że wygodna i przyjemna. Nie ma potrzeby jej opuszczać. Drzwi są otwarte. Ale pewnego dnia, czas się skończy i drzwi się zatrzasną. I nagle, jest już za późno.”

Świetne podsumowanie odnośnie klatki, prawda?

Niezależnie od znaczenia klatki – czy mówimy o faktycznych więzach i kratach, czy o przyzwyczajeniach i nałogach, czy o przerażającym nas lęku przed nieznanym, czy o grzechu jak w kontekście filmu – miejmy odwagę ją opuścić. Strefa bezpieczeństwa jest fajna, dopóki jest fajna. Czasem jednak wstajemy rano i mamy świadomość, że utknęliśmy. Że nic się nie zmienia i że wcale nie jest to dobre. Miejmy wtedy odwagę stawić czoła własnym lękom, przerwijmy rutynę, zróbmy coś dla siebie. Nie mówię tu o skakaniu na głęboką wodę na główkę, bez zastanowienia. Ale nie czekajmy zbyt długo na wprowadzenie zmian, bo ktoś nam zamknie klatkę przed samym nosem. A to już raczej na pewno nie będzie fajne.