Czym jest uczenie się?

Zastanawialiście się, czym jest uczenie się? Myślę, że każdy z nas zna kogoś, komu przychodzi ono łatwo, kto nie musi godzinami ślęczeć nad książkami, kto raz przeczyta jakiś materiał i za jakiś czas potrafi odtworzyć to, czego się dowiedział. Czy do nauki i zapamiętywania trzeba mieć talent? Niekoniecznie. Ale trzeba wiedzieć, jak się uczyć, żeby pamiętać 🙂 

Uczenie się

Według słownika PWN jest to pojęcie opisujące modyfikację zachowania się jednostki w wyniku jej dotychczasowych doświadczeń. W psychologii wyróżnia się różne sposoby uczenia się: zamierzone i mimowolne, mechaniczne (pamięciowe, metodą wielokrotnego powtarzania) i ze zrozumieniem, przez rozwiązywanie problemów i przez naśladownictwo.

Doświadczenie Pawłowa

Tyle definicji. Ale skoro mowa o modyfikacji zachowania się jednostki to aż się prosi, żeby przypomnieć sobie doświadczenie Pawłowa. Ten rosyjski naukowiec jako jeden z pierwszych starał się zgłębić skomplikowane zasady nauki a jego doświadczenie składało się z czterech etapów:

  1. Pawłow zauważa, że pies na widok miski z karmą lub po poczuciu zapachu jedzenia zaczyna produkować większe ilości śliny;
  2. Naukowiec zaczyna dzwonić dzwonkiem, na co pies reaguje zupełnie obojętnie – to znaczy pewnie skakał i mógł szczekać (literatura tego nie precyzuje :)), niemniej jednak dźwięk dzwonka nie powodował produkcji większej ilości śliny;
  3. W kolejnym kroku Pawłow wykonywał dwie czynności: dzwonił dzwonkiem, a następnie podawał psu jedzenie. Powtarzając to wiele razy sprawił, że pies zaczął łączyć początkowo neutralny bodziec – dźwięk dzwonka -z następującym po nim jedzeniem, co spowodowało, że w kolejnym kroku…
  4. pies zaczyna się ślinić nie czując zapachu potrawy, nie widząc jedzenia, ale słysząc dźwięk dzwonka.

Czym jest uczenie się w doświadczeniu Pawłowa

No dobra, ale co doświadczenie rosyjskiego naukowca z przełomu XIX i XX wieku, przeprowadzone na psie ma do czynienia z nami? Całkiem sporo. Bo czym tak naprawdę jest uczenie się? To nic innego, jak łączenie pozornie neutralnej informacji z określoną reakcją. Czyli jak po raz pierwszy usłyszymy datę – 1410 rok – to będzie to dla nas data jak każda inna, bez znaczenia. Ale jak dowiemy się, że to data bitwy pod Grunwaldem, to tak długo, jak będziemy to pamiętać, będziemy reagować na rok 1410 jako na datę właśnie bitwy pod Grunwaldem.

Zapominanie

Po raz kolejny – no właśnie: „jak długo będziemy pamiętać”? Dokładnie tak, bo po 4. kroku w doświadczeniu Pawłowa nastąpił kolejny – pies kilka razy został „oszukany”: zadzwonił dzwonek, pies zaczął produkować ślinę a jedzenia nie dostał. W końcu zrezygnował, oduczył się wypracowanej reakcji i przestał się ślinić słysząc dzwonek. Podobnie jest z nami. Gdy nie będziemy pewnych rzeczy powtarzać, wypracowywać i utrwalać, to również będziemy zapominać. Pocieszające jest to, że tak naprawdę to nie jest całkowite zniknięcie. Niczego nie zapominamy na zawsze – po prostu mózg zapomina gdzie coś położył. Marne pocieszenie, bo w sumie efekt końcowy jest taki sam. Skoro nie wiemy, gdzie coś jest, to tak jakby tego nie było (bo mówimy tutaj nie o zabałaganionym biurku, tylko powiedzmy o całej hali sportowej wypełnionej małymi karteczkami z jakimiś danymi. Ty akurat potrzebujesz kartki z numerem do dentysty. Powodzenia! :)).

Czasami jednak udaje się coś znaleźć spontanicznie – np. po urazie głowy, po wypadku czy śpiączce – nazywa się to spontanicznym odnowieniem (OSTRZEŻENIE: Nie polecam walenia głową w mur! Nawet jak doznasz urazu głowy, to nie daję gwarancji, że przypomnisz sobie ten numer. Choć z drugiej strony jeżeli waląc głową w mur uszkodzisz sobie szczękę, to możesz już nie potrzebować dentysty. Ale i tak nie róbcie tego w domu :)).

Podsumowując – zjawisko zapominania nie jest konsekwencją nieprzyswajania wiedzy. Nasz umysł to niezwykle chłonna gąbka. Zapamiętywanie jest związane z poprawnym porządkowaniem informacji i ich magazynowaniem w taki sposób, aby po upływie czasu można go było odnaleźć bez zakłóceń spowodowanych nadmiarem innego materiału, którego w danej chwili nie potrzebujemy.

Rola nauczycieli

A dobra wiadomość jest taka, że każdy z nas może się nauczyć porządkowania tych informacji. Te mądrale, te „zdolne jednostki” po prostu (najprawdopodobniej zupełnie przez przypadek) odkryły w jaki sposób czynić to skutecznie. Całkowitej winy nie można też zwalić na nauczycieli. Okej – mogą oni przedmiot zohydzić, ucznia zniechęcić, odstraszyć, stłamsić, co zdecydowanie w nauce nie pomaga. Inni nauczyciele, „z powołaniem”, potrafią zarazić swoich podopiecznych pasją i entuzjazmem. Opowiadają oni o swojej dziedzinie tak interesujące historie, że wszystkich porywają ze sobą (zazwyczaj świadomie lub nieświadomie stosując metody szybkiego zapamiętywania i efektywnej nauki). Wyjaśnienia, dlaczego po wielu latach potrafimy zapamiętać coś fajnego z jakiejś lekcji będę podawać sukcesywnie w kolejnych postach, teraz tylko chciałabym podsumować te dzisiejsze wywody krótkimi dwoma wnioskami:

  1. Uczyć możemy się sami i nikt tak naprawdę tego za nas nie zrobi. Nauczyciel może nam pomóc zrozumieć pewne rzeczy i wytknąć nasze błędy, ale nauczyć musimy się sami. Jest to szczególnie widoczne w nauce języków obcych – ktoś nam wytłumaczy gramatykę, przerobimy z kimś milion zadań, ale słówka musimy zapamiętać sami.
  2. To, że niektórzy uczą się i zapamiętują lepiej niż inni, nie jest kwestią budowy mózgu, jego wielkości czy ukrwienia. Jest to po prostu spowodowane tym, że oni wiedzą jak się uczyć.

Nauka o uczeniu

Podsumowując moje podsumowanie, zamieszczam krytykę (znowu) współczesnego systemu oświaty wygłoszoną przez Tony’ego Buzana. Jest to wybitny autorytet z dziedziny zapamiętywania i pracy mózgu oraz autor wielu rewelacyjnych książek o efektywnej nauce (swoją drogą, jeśli nie zauważyliście to jego cytat zamieściłam także w nagłówku swojej strony):

„W szkole spędzałem tysiące godzin, ucząc się matematyki. Tysiące godzin poświęcałem na poznawanie języka i literatury. Kolejne tysiące godzin uczyłem się nauk przyrodniczych, geografii i historii. Potem zadałem sobie pytanie: ile godzin poświęciłem na naukę o tym, jak funkcjonuje moja pamięć? Ile na poznanie sposoby, w jaki działają moje oczy? Ile czasu uczyłem się, jak się uczyć? Ile o tym, jak pracuje mój mózg? Ile godzin zaznajamiałem się z właściwościami myśli i tym, jak wpływają na ciało? A odpowiedź była zawsze taka sama: zero, zero, zero… Innymi słowy, właściwie wcale mnie nie uczono, jak używać głowy”.

Ale teraz macie mnie, spokojnie nadrobimy więc te zaległości 🙂