Uwięzienie ciała czy ducha – co jest gorsze?

Uwięzienie ciała czy ducha? Co jest gorsze, co sprawia więcej trudności, bólu i cierpienia?

Pomysł na ten post kiełkował mi w główce już od dłuższego czasu – wiecie jak to jest: jeden cytat przeczytany w odpowiednim momencie a potem już cała lawina skojarzeń. Wadą prowadzenia bloga jest to, że trzeba to potem pozbierać do kupy. Z drugiej jednak strony jest to zaleta: takie zbieranie do kupy pozwala na usystematyzowanie pewnych kwestii i lepsze ich zrozumienie. A to jest to, co domorosły niewykształcony i trzeźwy filozof lubi najbardziej 🙂

Uwięzienie ciała czy ducha wg Margaret Thatcher

W książce Margaret Thatcher – „The Downing Street Years”, w rozdziale poświęconym komunizmowi i z okazji wizyty autorki w podzielonym jeszcze wówczas Berlinie, dokładnie w piątek 29 października Żelazna Dama wypowiedziała następujące słowa:

„You main chain a man – but you cannot chain his mind. You may enslave him – but you will not conquer his spirit”.

(Margaret Thatcher: The Downing Street Years, HarperCollingsPublishers 1993, str. 263)

W moim tłumaczeniu:

Uwięzienie ducha czy umysłu - co jest gorsze. Cytat Margaret Thatcher "Możesz skuć człowieka w łańcuchy - ale nie możesz skuć w łańcuchy jego umysłu. Możesz go zniewolić - ale nie możesz zdobyć jako ducha".

Ale czy na pewno? Od razu w tym momencie nasunęły mi się uzależnienia, np. od Internetu. Człowiek teoretycznie jest wolny, nikt go fizycznie łańcuchami nie przywiązuje do komputera. Z drugiej strony jednak czuje on nieodpartą chęć i potrzebę z tego Internetu skorzystać. Czyli duch zdobyty, czy niezdobyty?

Uwięzienie ciała czy ducha wg Nelsona Mandeli

Z kolei Nelson Mandela pisze:

„Prison, was a crucible  that tests a person’s character to its limit. The most terrible walls are the walls that grow up in the mind”.

(K. Asmal, D. Chidester, W. James: Nelson Mandela in his own words. From Freedom to Future. Tributes and speeches. Abacus 2003, str. xxxvi)

Moje tłumaczenie:

Uwięzienie ciała czy ducha, cytat Nelsona Mandeli "Więzienie jest ciężką próbą, która sprawdza ludzki charakter do granic jego możliwości. Najpotworniejszymi ścianami, są ściany, które rosną w ludzkim umyśle"

Dla niewtajemniczonych – Nelson Mandela był działaczem na rzecz praw człowieka, walczył przeciwko aprtheidowi, czyli ustrojowi politycznemu w RPA opartemu na segregacji rasowej i etnicznej. Mandela, jako działacz nawołujący do pokojowego demonstrowania poglądów w walce o równość został skazany w 1962 roku na karę dożywotniego więzienia (groziła mu nawet kara śmierci). Następnie, pod wpływem wielu nacisków, m.in. opinii publicznej, oferowano Mandeli zwolnienie z więzienia, ale pod warunkami. Mandela warunków nie przyjmował, nie szedł na żadne ustępstwa, konsekwentnie wybierał dalsze więzienie, nie wyrzekł się własnych przekonań. Z więzienia został z niego zwolniony dopiero w 1990 roku – spędził więc w nim ponad 27 lat. Więzienie nie złamało jego ducha.

Uwięzienie ciała czy ducha – co jest gorsze?

I tu rodzi się pytanie – co jest gorsze? Uwięzienie ciała fizycznymi, materialnymi łańcuchami – podczas gdy człowiek ma swobodę myśli, swoje wspomnienia, własne, niczym nie zatarte i nie zniekształcone przekonania, czy wręcz przeciwnie – fizyczna, niczym nieskrępowana swoboda poruszania się, natomiast bycie uwięzionym we własnej głowie, w zniekształconej i pokręconej świadomości?

W moim mniemaniu gorsza jest utrata ducha, bo to nasze wnętrze warunkuje to, kim jesteśmy. Jedną z rzeczy, których najbardziej w życiu się boję, jest właśnie utrata świadomości tego, kim jestem. Boję się chorób, które odbiorą mi pamięć, wspomnienia, wiedzę, którą posiadam. Boję się utraty wolności słowa, sytuacji, w której nie mogłabym powiedzieć tego, co myślę (to, czy faktycznie korzystam z tej wolności to już akurat inna kwestia). Boję się propagandy, prania mózgu przez charyzmatycznych liderów, na skutek czego przestanę odróżniać prawdę od fikcji. Przy tym wszystkim łańcuch wydaje się dziecinną igraszką.

Uzależnienia – przykład Portii de Rossi

Podczas przygotowywania tego tekstu, od razu nasunęła mi się też książka Portii de Rossi – „Unbearable lightness” (jedna z lepszych książek, jakie w życiu przeczytałam, niestety nie została wydana w języku polskim). Portia opisuje w niej swoją walkę z uzależnieniem, którym w jej przypadku była najpierw anoreksja a potem bulimia. Warto jednak dodać, że u niej te dwie choroby były jedynie przykrywką do braku akceptacji dla samej siebie jako osoby homoseksualnej. Portia de Rossi podświadomie wolała móc się fizycznie zmagać z jakimś problemem – zbyt grubymi w jej mniemaniu udami i innymi częściami ciała, żeby uciec przed konfrontacją z tym, kim jest i co sobą reprezentuje jako człowiek, córka, początkująca aktorka i ciul wie, kto jeszcze.  To wszystko doprowadziło Portię na granicę śmierci – w wieku 25 lat, przy wzroście 172 cm ważyła 37 kg, miała osteoporozę, praktycznie dorobiła się marskości wątroby, zaburzeń w funkcjonowania wielu narządów. Ogólnie jej organizm był na skraju wycieńczenia – w końcu przez bardzo wiele miesięcy (jak wiele, sama nie potrafi określić) jadła dokładnie 300 kalorii dziennie (ja tyle jem na raz i czasem głodna jestem :)).

Zaburzenie odżywiania sprawia, że człowiek wolny, wolnym być przestaje. Jednak najgorsze w tym jest, że gdy problem dotyka nas, jesteśmy w jego środku to nie zdajemy sobie sprawy, ze nas on dotyczy. Książka dlatego jest świetna moim zdaniem, bo napisana jest z dystansu, na chłodno: z perspektywy osoby już zdrowej, ale która zna chorobę i jej mechanizmy jak nikt. Autorka pokazuje swoje postępowanie i wyjaśnia powody, dla których uważała, że postępuje racjonalnie i profesjonalnie (była modelką od 12 roku życia i już w bardzo młodym wieku zaobserwowała prawa rządzące się modelingiem).

Więzienie bez krat

No i właśnie – uzależnienie to z całą pewnością łańcuch, blokujący nas samych. Gorszy niż więzienie, bo od więzienia własnej głowy nie ma dokąd uciec. Czasem im bardziej staramy się o czymś nie myśleć, tym więcej uwagi temu poświęcamy. Sami siebie sabotujemy – boimy się porażek, ośmieszenia, więc wolimy nie próbować – blokujemy własny potencjał, swoją kreatywność i możliwości. Sami sobie jesteśmy sędzią, prokuratorem i strażnikiem więziennym i to w placówce o podwyższonym rygorze. W ten sposób żyjemy i nie żyjemy jednocześnie.

Podsumowując to, znowu cytat z Nelsona Mandeli:

„Prison life is about routine: each day like the one before; each week like the one before it, so that the months and the years blend into each other”.

(K. Asmal, D. Chidester, W. James: Nelson Mandela in his own words. From Freedom to Future. Tributes and speeches. Abacus 2003, str. xxxv.)

W moim tłumaczeniu:

uwięzienie ciała czy ducha - cytat Nelsona Mandeli "Życie więzienne to rutyna: każdy dzień wygląda jak dzień wcześniej; każdy tydzień wygląda tydzień przed nim, więc miesiące i lata zmywają się w jedno".

Z drugiej strony czy nie podobnie upływa nasze życie?

Kurde. To już drugi post, po którym jest mi cholernie smutno. Pierwszym był ten o pewności siebie (tutaj).